Inspirujemy do aktywnego spędzania czasu poza domem na własną rękę lub z wartymi polecenia organizatorami.

Himalaje – listopadowy trekking do Sanktuarium Annapurny

Himalaje – listopadowy trekking do Sanktuarium Annapurny
Pokaż to swoim znajomym

– Namaste, namaste*… sweet? – małe nepalskie rączki składają się w powitalnym geście, białe ząbki błyszczą na tle opalonej buźki, a uśmiechnięte czarne oczy małego chłopczyka próbują odgadnąć, z której kieszeni plecaka zostanie wyciągnięte słodkie ciastko. Chwilę później, w pozostawione za naszymi plecami doliny, szybuje kolorowe opakowanie po słodkim batoniku…

Wspomnienia z trekkingu do Sanktuarium Annapurny

Właśnie dotarliśmy do kolejnej wioski położonej na trasie naszego kilkudniowego trekkingu do majestatycznej himalajskiej doliny u stóp góry Annapurna, zwanej Sanktuarium Annapurny. Wzdłuż całej trasy znajduje się sporo małych osad. Tutejsi mieszkańcy utrzymują się głównie z turystyki, prowadzą skromne lodże**, serwują lokalne przysmaki oraz sprzedają ludowe pamiątki.

Jest kolejny upalny dzień. Rozsiadamy się wygodnie na ławeczkach. Większość z nas zamawia herbatę z popularnym tutaj syropem cytrynowym. Jest pyszna i słodka, świetnie wzmacnia przed dalszą wędrówką. Przyglądamy się gospodarzom. Kobiety wyplatają kosze, zbierają plony, suszą je na słońcu i zajmują się dziećmi. Obowiązkiem mężczyzn jest prowadzenie interesu, a także ciężka praca na roli przy użyciu prymitywnych narzędzi, które w Europie oglądać możemy już tylko w wiejskich skansenach. Życie w górach toczy się od wczesnego świtu, aż po zmrok. Jest spokojne, lecz bardzo pracowite. Wokół panuje cisza, czas ruszać. Zanurzamy się w las rododendronów. O tej porze roku (listopad) jest on zielony i suchy. Natomiast w porze deszczowej, która przypada w okresie od lipca do połowy września, drzewa pokryte są wszelkimi odcieniami różu i fioletu. W okolicy rośnie też sporo bambusów i bananowców, a o tej porze roku, niezwykłego uroku dodają pejzażowi kwitnące na różowo fuksje. Podczas wędrówki udaje nam się zauważyć kilka małp urządzających sobie harce ponad naszymi głowami. Co jakiś czas las się przerzedza i naszym oczom ukazuje się majestatyczny, ośnieżony szczyt świętej góry Machapuchare (6993 m n.p.m.), który bielą odcina się od błękitu nieba. Po kilku godzinach marszu zbliżamy się do kolejnej osady. Ścieżkę przecinają malownicze tarasy ryżowe oraz poletka prosa. Przy żniwach pracują na nich młode kobiety. Wkraczamy na plac, który stanowi naturalny taras ze wspaniałymi widokami na otaczające nas szczyty gór. Osada nazywa się Chhomrong i znajduje się na wysokości 2150 m n.p.m. Pozostawiamy ekwipunek w lodży i wszyscy rozbiegamy się po okolicy z zamiarem zatrzymania tych pięknych obrazów w kadrach aparatów fotograficznych.

Nadciąga wieczór. Z pobliskiej wioski przychodzi grupa mieszkańców. Wszyscy są odświętnie ubrani, zasiadają na placu i wyciągają ludowe instrumenty. Mężczyźni wystukują rytmiczne dźwięki, a kobiety tańczą w rytm wygrywanej melodii. Wdzięcznie poruszają rękoma oraz falują ciałem od pasa w górę, pozostawiając w bezruchu biodra. Nasz gospodarz zachęca nas do zabawy i spędzenia z nimi wspólnego wieczoru. Z przyjemnością wsłuchujemy się w muzykę Himalajów. Panuje miła atmosfera, a na zakończenie wieczoru każdy z nas otrzymuje upominek. Jest nim łańcuch upleciony z lokalnych, pomarańczowych kwiatów, który nepalskie kobiety zawieszają nam na szyjach. Kierując się tutejszymi wierzeniami i nepalskim zwyczajem pozostawiamy kwiaty w przydrożnej kaplicy, wypowiadając przy tym życzenia, które mamy nadzieję się spełnią.

Kolejny poranek. Przez niedomknięte okna dociera chłodne, rześkie powietrze. Warto wstać, by nie przegapić niepowtarzalnych porannych widoków i cudownego wschodu słońca. Szczyty gór spowijają chmury, które powoli ustępują odsłaniając błękitne niebo. Promienie słońca z wolna zakradają się na kamienny taras, na którym zamierzamy zjeść śniadanie. Błękitno-biało-zielony pejzaż uzupełniają soczysto-czerwone kolory ostrych papryczek suszących się na słońcu w wiklinowych misach.

Ruszamy dalej. Dziś mamy dotrzeć do MBC (Machapuchare Base Camp, na 3700 m n.p.m.) położonego u stóp świętej góry. Na szlaku mijają nas objuczone muły donoszące prowiant do wyżej położonych osad. Często też napotykamy pojedyncze osoby i całe rodziny, które w specjalnych, mocowanych na głowach koszach, przenoszą ciężkie bagaże pełne żywności, plonów rolnych i innych potrzebnych do życia przedmiotów. Choć szlak pnie się w górę czasami schodzimy aż do koryta rzeki, by przejść po kamieniach na jej drugą stronę. Innym razem przedostajemy się na drugi brzeg po zawieszonym wysoko moście. Widoki są piękne, słońce wydaje się być tak blisko…

Jesteśmy na wysokości ponad 3000 m n.p.m. i powoli zaczyna nam dokuczać ból głowy spowodowany chorobą wysokościową. Późnym wieczorem docieramy do MBC. Wydrapujemy się pospiesznie na wzniesienie powyżej obozu, żeby w całej okazałości obejrzeć czerwoną poświatę rzucaną przez zachodzące słońce na ośnieżone szczyty majestatycznych gór. Noc na tej wysokości jest bardzo chłodna, temperatura spada poniżej 0 stopni Celsjusza. Biała sylwetka Annapurny wyraźnie rysuje się na tle czarnego, ozdobionego milionem gwiazd nieba. Jutro znajdziemy się u jej stóp.

Ruszamy. Dziś do przejścia pozostał nam jedynie krótki odcinek, więc spokojnie możemy cieszyć się słońcem i upajać pięknymi widokami. Jest bardzo zimno. Woda w strumieniach jest zamarznięta, a trawę pokrywa szron. Jednak pod wpływem promieni słonecznych powietrze bardzo szybko się nagrzewa. Po południu osiągamy nasz cel – docieramy do Annapurna Base Camp na wysokości 4130 m n.p.m.. Plecaki lądują w lodży, a my idziemy na spacer po dolinie – jesteśmy w Sanktuarium Annapurny. Gdy wracamy do obozu, w naszej pamięci pozostają tabliczki z nazwiskami śmiałków, których pokonała Annapurna, trzepoczące na wietrze kolorowe chorągiewki modlitewne i dźwięki mantry Om Mani Padme Hum**…

Garść informacji o wyprawie do Sanktuarium Annapurny

Annapurna to dziesiąty co do wysokości szczyt na Ziemi (8091 m n.p.m.) położony w Himalajach w Nepalu. Pomimo że Annapurna nie należy do najwyższych ośmiotysięczników, razem z K2 i Nanga Parbat znajduje się w czołówce najniebezpieczniejszych szczytów, które pochłonęły życie wielu próbujących je zdobyć śmiałków. W masywie Annapurny znajduje się piękna, otoczona szczytami gór dolina, położona na wysokości ponad 4000 m n.p.m.. To właśnie ona, Sanktuarium Annapurny, była celem naszej podróży.

Wędrówkę rozpoczęliśmy w wiosce Nayapul. Początkowo przemieszczaliśmy się wzdłuż rzeki Modi Khola, aż do wioski Birethanti położonej na wysokości 1050 m n.p.m. Następnie dotarliśmy do wsi Ghandruk (1940 m n.p.m.), w której spędziliśmy pierwszą noc. Z Ghandruk wczesnym rankiem wyruszyliśmy do Chhomrong (2170 m n.p.m.), gdzie czekał na nas kolejny nocleg, w dosyć wygodnych jak na nepalskie możliwości warunkach. Kolejnego dnia wyruszyliśmy o świcie do lodży Dovan (ok. 2500 m n.p.m.). Czwartą noc spędziliśmy w lodży w Machhapuchare Base Camp na wysokości 3650 m n.p.m. Piątego dnia dotarliśmy do celu naszej podróży  – Annapurna Base Camp (4130 m n.p.m.), skąd mieliśmy możliwość podziwiania pięknej panoramy szczytów masywu Annapurny. Nazajutrz zeszliśmy doliną rzeki Modi Khola do Bamboo Lodge (ok. 2300 m n.p.m.), w której zatrzymaliśmy się na kolejny nocleg. Następną, niewielką wioską na trasie naszego trekkingu, była Jhinnu (1600 m n.p.m.), w okolicach której znajdują się gorące źródła. Kąpiel w nich, na przemian z zanurzaniem się w zimnych, rwących himalajskich strumieniach, stanowiła nie lada atrakcję po kilkudniowym trekkingu himalajskimi szlakami. Ostatecznie nasza wędrówka zakończyła się w wiosce Nayapul, skąd wróciliśmy busem do Pokhary.

* tradycyjne indyjskie przywitanie, pozdrowienie. Dosłownie tłumaczone znaczy „pokłon Tobie”

** lodż – miejsce przeznaczone na nocleg dla turystów, w którym panują bardzo skromne warunki. Bez względu na porę roku nie jest ona ogrzewana.

*** Mantra, dosłowne tłumaczenie to: Oddaj cześć klejnotowi w lotosie

Close to Nature – znajdziesz nas: instagram & facebook

Pokaż to swoim znajomym
Skomentuj przez profil Facebooka
Close to Nature
Close to Nature tworzą Kasia i Lorenzo: Ona - tryskająca niewyczerpaną energią jest zafascynowana bushcraftem i survivalem. W swoich podróżach wybiera kierunki, gdzie w praktyce może sprawdzić nabytą wiedzę i zweryfikować teorie zaczerpnięte z poradników o sztuce przetrwania. On - poza akcją spokojny i zrelaksowany. Pasjonat gór, które zimą przemierza na skitourach, latem dzieląc czas między wspinaczkę w ferratach i klasyczny trekking. Połączyło ich zamiłowanie do natury. Wzajemnie nakręcali się do robienia rzeczy znajdujących się poza komfortem określanym tradycyjnie słowem turystyka. Razem… nie widzą przeszkód… Współtworzą FOTOWYPRAWY.COM dzieląc się swoimi wspomnieniami, fotografiami i doświadczeniem. Pokazują jak można obcować z przyrodą nie burząc jej piękna, jak korzystać z natury nie pozostawiając śladów swojej bytności i jak czerpać z niej pozytywną energię.