Z cyklu opisującego trasy po nieznakowanych szerokich drogach w górach Beskidu Śląskiego, proponuję 45-cio kilometrową pętlę wykorzystującą trzy nieznakowane szerokie ciekawe drogi do wygodnej jazdy w górę i szaleńczej w dół.

Z cyklu opisującego trasy po nieznakowanych szerokich drogach w górach Beskidu Śląskiego, proponuję 45-cio kilometrową pętlę wykorzystującą trzy nieznakowane szerokie ciekawe drogi do wygodnej jazdy w górę i szaleńczej w dół.

Trasa rowerowa w Beskidzie Żywieckim o wysokim stopniu trudności. Może nie jest trudna technicznie, ale dość długa, bo licząca prawie 60 km, z czego prawie 30 km jest w terenie górskim. Po drodze mamy aż 4 schroniska.

Kilka słów i trochę zdjęć o trasie rowerowej po terenach, które niedługo zostaną zalane, więc niniejszy opis nie będzie stanowił propozycji i zachęty do odwiedzenia tych terenów ;)

Przeczytasz propozycję dość łatwej, ale jak każda nasza „oferta”, nie pozbawionej uroku pętli górskiej na krótki jesienny dzień rowerowania górskiego. Całość ma 40 km i mimo, że nie osiąga się żadnych szczytnych wysokości, to atrakcji, przyjemnych ścieżek i widoków nie brakuje.

Ekipa Fotowypraw spenetrowała Pasmo Jałowieckie zaliczane do Beskidu Żywieckiego (czasem też do Makowskiego). Trasa liczyła nie tak wiele, bo 30 km, ale zasługuje na 4 gwiazdki z powodu sporej sumy podjazdów, sięgającej 1km.

Wycieczka na kolorowo, zarówno w terenie jak i na mapie. W terenie kolory zapewnia jesień, a na mapie – mnogość szlaków po których prowadzi. Przeskakujemy z jednego na drugi i jest kolorowo :)

Zapraszam do przeczytania 2 części opisu wyprawy dzień po dniu po Szkocji made by Grażyna. To nasza najlżejsza uczestniczka, która miała relatywnie najcięższy rower, chociaż bezwzględnie najlżejszy :) Mimo tego ciężaru, radziła sobie bardzo dobrze, a należy tu dodać, że była to jej pierwsza wyprawa rowerowa z sakwami – i od razu na kilkanaście dni, po niełatwym szkockim terenie.

Zapraszam do przeczytania 1 części opisu wyprawy dzień po dniu po Szkocji made by Grażyna. To nasza najlżejsza uczestniczka, która miała relatywnie najcięższy rower, chociaż bezwzględnie najlżejszy :) Mimo tego ciężaru, radziła sobie bardzo dobrze, a należy tu dodać, że była to jej pierwsza wyprawa rowerowa z sakwami – i od razu na kilkanaście dni, po niełatwym szkockim terenie.

Tuż za granicą ze Słowacją w okolicy Trójstyku krajobraz charakteryzowała mała farma wiatraków. Ta wycieczka wiedzie w ich kierunku. Ale ostatecznie pojawia się mały problem. Jaki?

Mamy Euro 2008. Do występu „naszych” pasuje krótkie: „Miało być tak pięknie, a wyszło jak zwykle” :) To popularne hasło równie dobrze pasuje do naszej wycieczki – miało być lekko, łatwo i miło, a wyszło jak zwykle – improwizacja i niezła „wyrypa” ;)