..:: O tym jak nie napiłem się piwa na Orłowej ::..

opis: 1.07.2007

To miał być krótki rowerowy spacer po terenach, które bardzo lubię, a mianowicie grzbietem ponad Wisłą i Ustroniem. Sympatyczne widoki, łagodne tereny i po drodze chata, w której zwykle dobre jedzonko i piwko. Jednak nie. Przecież nie może być tak jak człowiek sobie wymyśli ;) Na szczęście pogoda dopisała, więc tekst ten nie będzie zbyt zgryźliwy ;> Wspomnę tylko tyle, że już drugi raz zdarzyło mi się, że chata na Orłowej była nieczynna i to w weekend. Za pierwszym razem na drzwiach znalazłem karteczkę rozczarowanego przewodnika, który specjalnie przyszedł tu z grupą dzieci. Napisał co sądzi o takim zamykaniu chaty, która przecież jest zaznaczona na większości map turystycznych. Za drugim razem już tak bardzo się nie zdziwiłem, ale troszku zdenerwowałem, bo najbliższe "źródełko" to niezbyt lubiana przeze mnie w weekendy Równica (ze względu na mnogość ludzi). Cóż, spragniony zimnego napoju z pianką niezwłocznie się tam mimo wszystko udałem ;-)
Konkluzja: nie liczcie na chatę na Orłowej. Albo właściciel jest niepoważny i nie otwiera chaty, gdy nie ma tłumów, żeby dobrze można było zarobić, albo następują jakieś przekształcenia, które powodują, że chata jest już teraz stale nieczynna...
Ale co tam.. Przynajmniej mogę zaprosić do krótkiej galeryjki z tego wypadu i mimo wszystko polecić te tereny - ja zacząłem w Ustroniu, potem Ustroń Dobka, asfalcik na grzbiet do szlaku niebieskiego, dalej w lewo na Orłową, potem Równica, a potem róbta co chceta ;-) ja wróciłem z powrotem, tak lubię ten odcinek ;-))