Inspirujemy do aktywnego spędzania czasu poza domem na własną rękę lub z wartymi polecenia organizatorami.

Walka o ogień – część I, krzesiwo tradycyjne – kowalskie

Krzesiwo kowalskie
Pokaż to swoim znajomym

Dzień, w którym człowiek nauczył się wykorzystywać ogień był bezsprzecznie przełomowym momentem w historii ludzkości. „Udomowienie” ognia miało miejsce jeszcze w czasach prehistorycznych.  Na początku pozyskiwano i podtrzymywano ogień pochodzący z naturalnych zapłonów. Z czasem nasi przodkowie zaczęli doskonalić umiejętności samodzielnego rozniecania ognia. Początkowo poprzez pocieranie kawałków suchego drewna (m.in. łuk ogniowy) lub krzesanie iskier, które powstawały podczas uderzania o siebie dwóch krzemieni. Później wykorzystywali do tego celu stal i krzemień.

Zarówno sposoby rozpalania ognia, jak i wykorzystanie płomieni w codziennym życiu zmieniały się na przestrzeni lat. Obecnie rynek akcesoriów outdoorowych oferuje nam wiele rozwiązań, dzięki którym w bardzo łatwy sposób możemy rozniecić ogień.

My jednak chcemy wrócić do zamierzchłych czasów i pokazać Wam, w jaki sposób kiedyś rozpalano ogień. Tym razem wykorzystamy do tego tradycyjne krzesiwo kowalskie.

Krzesiwo było narzędziem powszechnie stosowanym do rozniecania ognia zanim zostały wynalezione zapałki. Wykuwano je z wysoko nawęglonej stali, zwykle nadając mu łukowaty kształt. Iskry uzyskiwano uderzając krzesiwem o krzemień w taki sposób, żeby padały one na kawałek hubki. Ulegała ona zapłonowi, a następnie żarzącą się hubkę przenoszono na łatwopalny materiał.

Jak posługiwać się krzesiwem kowalskim?

Hubkę należy umieścić na wierzchu kamienia w taki sposób, aby krawędzie materiału (hubki) i krzemienia się stykały. Następnie uderzając z góry krzesiwem o krawędź krzemienia krzeszemy iskry, które spadając na hubkę będą wzniecały na niej żar. Gdy hubka już się rozżarzy pozostanie nam jedynie przenieść ją na przygotowaną wcześniej rozpałkę (np. suchą trawę) i rozdmuchując żar rozniecić ogień. Jeszcze chwila i nasze ognisko zapłonie.

Z pewnością metoda rozpalania ognia za pomocą krzesiwa kowalskiego wymaga znacznie więcej przygotowań, niż użycie nowoczesnego krzesiwa syntetycznego. Jest tak choćby dlatego, że zanim zajmiemy się samym rozpalaniem, wcześniej musimy zaopatrzyć się w krzemień i przygotować sobie hubkę. My, w charakterze hubki, wykorzystujemy kawałki zwęglonej bawełny, zaś krzemień znaleźliśmy na jednej z nadbałtyckich plaż.

Skrawki bawełny, z których skorzystamy w charakterze hubki, przygotowujemy poddając materiał (np. drobne kawałki z pociętej koszulki) obróbce w wysokiej temperaturze przy bardzo małym dostępie tlenu. W całym procesie kluczowe jest to, by bawełna nie uległa spaleniu lecz została zwęglona. Do „produkcji” naszej hubki wykorzystaliśmy metalową puszkę po cukierkach, w której wieczku nożem zrobiliśmy wcześniej kilka otworów. Wewnątrz tak przygotowanej puszki umieszczamy kawałki bawełny i szczelnie zamkniętą pozostawiamy np. na żarze ogniska, czy w palenisku kominka. Podczas procesu zwęglania się bawełny z otworów w pojemniku wydostaje się biały dym. Gdy przestaje on już ulatywać, zdejmujemy puszkę z ognia i odstawiamy do wystygnięcia. Znalezione w środku pojemniczka czarne, zwęglone skrawki bawełny oznaczają, że nasza hubka jest gotowa. Uzyskany w ten sposób materiał na rozpałkę jest wysoce higroskopijny. Należy go bardzo dobrze zabezpieczyć przed wilgocią i przechowywać w szczelnie zamkniętym pojemniku.

Gdy mamy już krzesiwo, przygotowaną hubkę i suchą trawę. Pozostaje nam jedynie rozniecić ogień i cieszyć się naszym, rozpalonym jedną z najstarszych znanych metod, ogniskiem.

Close to Nature – znajdziesz nas: instagram & facebook

Close to Nature

Pokaż to swoim znajomym
Skomentuj przez profil Facebooka
Close to Nature
Close to Nature tworzą Kasia i Lorenzo: Ona - tryskająca niewyczerpaną energią jest zafascynowana bushcraftem i survivalem. W swoich podróżach wybiera kierunki, gdzie w praktyce może sprawdzić nabytą wiedzę i zweryfikować teorie zaczerpnięte z poradników o sztuce przetrwania. On - poza akcją spokojny i zrelaksowany. Pasjonat gór, które zimą przemierza na skitourach, latem dzieląc czas między wspinaczkę w ferratach i klasyczny trekking. Połączyło ich zamiłowanie do natury. Wzajemnie nakręcali się do robienia rzeczy znajdujących się poza komfortem określanym tradycyjnie słowem turystyka. Razem… nie widzą przeszkód… Współtworzą FOTOWYPRAWY.COM dzieląc się swoimi wspomnieniami, fotografiami i doświadczeniem. Pokazują jak można obcować z przyrodą nie burząc jej piękna, jak korzystać z natury nie pozostawiając śladów swojej bytności i jak czerpać z niej pozytywną energię.