Siedem kolorów Afryki – o podróży po Afryce rozmawiamy z Jolantą Wroną (cz. II)

Siedem kolorów Afryki – o podróży po Afryce rozmawiamy z Jolantą Wroną (cz. II)
Może ta informacja zainteresuje Twoich znajomych?

Zapraszamy do przeczytania II części wywiadu z osobą, która przemierzyła pół Europy, by dotrzeć do Afryki, a następnie przez kilkanaście miesięcy podróżowała wschodnią ścianą – od Egiptu aż do RPA. To, co ma do opowiedzenia i zdjęcia, które ma do pokazania nadają się na osobną książkę i album. A jednak nikt oprócz bliskich znajomych nie słyszał o jej podróży, bo nie prowadziła bloga i nie zabiegała o sponsorów medialnych czy finansowych. Pokonała tę trasę wraz ze znajomym na własną ręką i własnym kosztem, docierając do miejsc rzadko lub w ogóle nie odwiedzanych przez turystów. Dzięki temu jej opowieści mówią o autentycznej Afryce.

7 kolorów Afryki - wywiad
Fascynacja odmiennością białego człowieka (południowa Etiopia) (fot. Ralf Nickel)

Siedem kolorów Afryki

Część II

Wywiad z Jolantą Wroną, która wraz z przyjacielem przez półtorej roku odkrywała nieturystyczne zakątki Północnej, Wschodniej i Południowej Afryki: od Egiptu do RPA

 

 

Krzysztof Grabowski: Wiem, że dotarłaś do miejsc, gdzie lokalni ludzie nie widzieli jeszcze lub widują rzadko białych ludzi. Jakie są ich reakcje?

Jolanta Wrona z Bielska-Białej (fot. Krzysztof Grabowski)

Jolanta Wrona: Tak, to niesamowite przeżycie. Spotkaliśmy się po raz pierwszy z taką sytuacją w południowej Etiopii, niedaleko miejsc, w których ostatnie „dzikie plemiona” za sprawą przemysłu turystycznego półnago, namiętnie pozują do zdjęć. W miejscu, do którego dotarliśmy ludzie noszą zachodnie ubrania, z pewnością widywano tam już białego człowieka, ale prawdopodobnie jedynie z daleka i w sytuacjach na dystans. Przełamywanie lodów było fascynujące i prowadziło do wylewu wód tubylców i namiętnych dyskusji w niezrozumiałym dla nas języku. Gromada dzieci poddała nasze ciała badaniom organoleptycznym. Za naszą zgodą byliśmy dokładnie oglądani wąchani, leciutko podszczypywani. W przypływie ciekawości nawet jedna z odważniejszych dziewczynek delikatnie chwyciła mnie zębami za skórę, a wcześniej polizała. Ponieważ Afrykanie mają bardzo suche, mocno skręcone i sztywne włosy byli więc zafascynowani naszymi głowami i miękkością naszych włosów, podobnie jak naszymi błękitnymi żyłam.

7 kolorów Afryki - wywiad
A kuku! (RPA) (fot. Jolanta Wrona)

Często również mieliśmy wrażenie, że Afrykańczycy odkrywają nas, jako „normalnych” ludzi takich samych jak oni, a nie „białych turystów”. Co było dla nich samych ogromnym zaskoczeniem. W wielu miejscach leżących na skraju atrakcji turystycznych panował swoisty apartheid. Były lokale i sklepy dla turystów, gdzie ceny były nie tylko wygórowane, ale wręcz nieosiągalne dla przeciętnych ludzi. Tubylcy widząc tłumy przewijających się przezeń turystów nabierali przekonania, że wszyscy biali są niesamowicie bogaci. A turyści wysiadając z klimatyzowanych kapsuł autobusów turystycznych bądź wynajętych samochodów przemykali pospiesznie do klimatyzowanych lokali ledwo zauważając lokalnych mieszkańców. Często widząc nas w niewielkich wioskach, napotkani tubylcy pytali z niepokojem, co stało się z naszym kierowcą. Gdy odpowiadaliśmy, że nie mamy kierowcy, kolejne pytanie padało o samochód. Gdy odpowiadaliśmy, że nie mamy samochodu, ich zdziwienie sięgało zenitu. Pytali nas wówczas – dlaczego? Gdy odwracaliśmy pytanie, pytając rozmówcę czy on ma samochód i dlaczego nie, z reguły wybuchał on śmiechem z naszej niewiedzy wyjaśniając, że przecież my jesteśmy biali a on nie! Często nie chciano nam wierzyć, gdy mówiliśmy, że jest wielu białych ludzi, którzy są ubodzy, że w Europie są bezdomni. Po prostu nie mieściło się im to w głowach i chyba nie do końca nam wierzyli.

KG: My, mieszkańcy rozwiniętych państw, zwyczajowo mówimy o krajach Afryki, jako o trzecim świecie. Czy spotkałaś się z czymś, czego to my powinniśmy się uczyć od Afrykańczyków i brać z nich przykład? Jakie zachowania czy sposoby myślenia przeniosłabyś do naszego kraju i codziennego życia, co by się nam przydało, czego nam brakuje?

7 kolorów Afryki - wywiad
Kenijskie dziewczyny (Ukunda - Kenia) (fot. Ralf Nickel)

JW: Radości życia. Afrykańczycy są często ubodzy, ale niemal zawsze radośni. Potrafią fantastycznie się bawić. Nierzadko widać na ich twarzach ogromne fizyczne zmęczenie, ale wyrwani z drzemki czy zadumy najczęściej się uśmiechają. Kochają taniec, nikt się nie krępuje podrygiwać w takt muzyki przy każdej możliwej okazji. Czasami wybieraliśmy się na parodniowe wycieczki po górach w odludnych terenach, gdzie pasma górskie przecinają ścieżki stanowiące drogi dla lokalnych mieszkańców do ich chatek rozrzuconych po górach.. Idąc przez las słyszeliśmy z daleka śpiew pojedynczych ludzi. Szli obładowani tobołami, zalewając się potem i radośnie śpiewali. Niestety nieraz oprócz tobołów nieśli też ryczące na cały głos radia bądź coraz powszechniejsze komórki.

Rodziny w Afryce są wielodzietne, normalne jest wzajemne odwiedzanie ciotek, wujków, sióstr, braci, kuzynek…Ludzie myślą wspólnotowo, choć dbają przeważnie głównie o rodzinę. Mając je z reguły liczne, łatwo i chętnie przyjmują gości, którzy są wówczas na prawach mieszkańców. Na prowincji jest to automatyczne, gdzie indziej wystarczyło przełamać się przez postrzeganie nas, jako obcych i już byliśmy ich rodziną.

7 kolorów Afryki - wywiad
Na ciężarówce w pyle drogi (zachodnia Tanzania) (fot. Jolanta Wrona)

Mnie odpowiadał również bardzo skrócony dystans społeczny – idąc na targ, na zakupy, co rusz można było uczestniczyć w jakiejś dyskusji, znaleźć przyjaciół. Podczas podróży jakimkolwiek środkiem lokomocji po krótkiej chwili wszyscy przypadkowi pasażerowie gawędzili jakby znali się od lat. Nie chcieli nam uwierzyć że w Europie w pociągu czy autobusie ludzie ze sobą nie rozmawiają jeśli się wcześniej nie znają. Pełni niedowierzania pytali: „to co oni robią jak jadą wiele godzin? Tak siedzą i patrzą przed siebie?”

Może Cię zainteresować:   Prywatny grzbiet (czyli komuno wróć!)

Zauważyłam też, że najbiedniejsi Afrykanie, nieskażeni przemysłem turystycznym byli najbardziej szczodrzy. Przypadkowi chłopcy widząc nas nad zachodnim brzegiem jeziora Turkana podarowali nam orli pazur, rybacy kilkakrotnie piękne, świeżo złowione ryby. Bardzo wiele można było „załatwić” żartem, uśmiechem – wówczas największe przeszkody po prostu znikały.

Zaskoczyło mnie też jak niewiele rzeczy materialnych posiada przeciętna afrykańska rodzina. I jak niewiele dóbr jest nam naprawdę potrzebnych. Jak wiele naszych potrzeb jest sztucznie generowanych.

KG: Niemal każdy, kto słucha podobnych opowieści uważa, że do takich wyczynów trzeba być stosunkowo bogatym. Niemal każdego to ciekawi. Ty wróciłaś dwukrotnie do Polski na święta, by spędzić je z rodziną, a potem dalej kontynuowałaś podróż. Czy możesz zdradzić, jaki jest budżet takiej wielomiesięcznej podróży, pomijając przeloty?

7 kolorów Afryki - wywiad
Droga krajowa wiedzie przez Park Narodowy Mikumi (południowa Tanzania) (fot. Ralf Nickel)

JW: Jasne. Prowadziliśmy skrupulatny dziennik finansowy. Nie planowaliśmy „naprzód” budżetu określając ile i gdzie chcemy wydać. Staraliśmy się jednak notować każdy najmniejszy wydatek mając w ten sposób obraz tego, ile w danym kraju wydajemy i na co. Pomagało nam to zorientować się (zwykle po ok. tygodniu w każdym nowym kraju), ile średnio wydajemy i zaplanować dalszą wymianę pieniędzy na lokalną walutę.

Łącznie wydaliśmy ok. 10 000 USD na dwie osoby na 19 miesięcy, czyli średnio ok. 200-300 USD na miesiąc/os. włączając w to przelot powrotny z RPA do Niemiec. Znaczny ułamek tej sumy stanowiły wizy. Dodatkowo opłacaliśmy sobie ubezpieczenie zdrowotne, z którego ani razu nie skorzystaliśmy. Bardzo często jeździliśmy okazją (co sprawiało nam frajdę, pozwalało spotkać ludzi, jakich byśmy nigdy nie spotkali i było zwykle szybsze, a często wygodniejsze), co spowodowało obniżenie kosztów transportu (które z kolei podnoszą opłaty za bilety na statki, przy których dla cudzoziemców są wielokrotnie wyższe stawki). W większości dużych miast korzystaliśmy z gościny „couchsurfingowców”, więc „odpadała” oplata za nocleg. Korzystając z ich kuchni robiliśmy zakupy lokalnych produktów na targach, co także obniżało koszty. Naszą filozofią było spędzać czas tak, jak robią to lokalni mieszkańcy. Sporadycznie jadaliśmy w miejscach, gdzie można zobaczyć turystów.

7 kolorów Afryki - wywiad
Ucieczka przed odpływem (środkowy Mozambik) (fot. Jolanta Wrona)

Nocowaliśmy w najtańszych lokalnych hotelach, a przebywając zwykle na prowincji, mieliśmy zazwyczaj bardzo skromne – a, co za tym idzie, tanie – warunki mieszkaniowe. Świadomie nie byliśmy na żadnym safari w słynnych parkach narodowych Kenii ani Tanzanii (w tych krajach wiąże się to z wynajęciem całej ekipy: samochodu z kierowcą, przewodnika, kucharza itp.). Zdecydowaliśmy się natomiast na przyjemniejszą opcję: wynajęliśmy na 3 dni zwykły samochód w RPA i odwiedziliśmy Park Narodowy Krugera, w którym można poruszać się samodzielnie (koszt to ok. 350 USD/2os za wstęp, nocleg, wynajem i paliwo). Innym kosztowniejszym wydatkiem był dwudniowy rejs lokalnym statkiem po jeziorze Tanganika (za bilety 3 klasy, na pokładzie zapłaciliśmy po ok. 40 USD/os).

KG: Kilkanaście miesięcy w podróży, a w jej rezultacie – jak podpatrzyłem – leżący w pokoju stos kartek, a właściwie całych zeszytów spisywanych na gorąco wrażeń. Podczas podróży nie prowadziłaś bloga, nie zabiegałaś o rozgłos, a tym bardziej o sponsorów – robiłaś to wszystko dla siebie, własnym kosztem i na swój sposób. Czy planujesz zrobić wyjątek i tym razem dasz się ponieść trendom i, jak wielu innych podróżujących po świecie, napiszesz książkę? Chyba nie zamierzasz trzymać tego, co przeżyłaś tylko dla siebie? Znajomi dostawali co jakiś czas kolejne „listy z podróży”. Nasi czytelnicy też na pewno chcieliby dotknąć wyobraźnią prawdziwej Afryki.

7 kolorów Afryki - wywiad
O poranku w Turmi (południowo zachodnia Etiopia) (fot. Jolanta Wrona)

JW: Przyznam, że zastanawiałam się nad tym. Podczas podróży wielokrotnie byliśmy pytani przez Afrykańczyków, w jakim celu podróżujemy. Podróż „dla podróży” była dla nich czymś zupełnie niezrozumiałym. W Afryce jedzie się – bądź częściej jeszcze – idzie się, by odwiedzić rodzinę, przyjaciół, do pracy… Wyraźnie nie byliśmy turystami, zatem musieliśmy mieć jakiś inny cel – tak uważała większość tubylców, z którymi wdawaliśmy się w rozmowę. Widząc nas z książkami, w ich przekonaniu stanowiących Biblię, brano nas za misjonarzy, a częściej za naukowców, badaczy. Gdy mówiliśmy, że owszem, badamy Afrykę, padało drążące wątek pytanie: „dla kogo?”. Odpowiadaliśmy, że dla siebie, przyjaciół, rodziny. Że chcemy pokazać Afrykę widzianą naszymi oczami, opowiedzieć, jak żyją tu ludzie, co jedzą, jak wyglądają, o czym marzą. Większości rozmówców bardzo się ta odpowiedź podobała. Wypytywali czy robimy jakieś notatki, czy potrzebujemy jakichś informacji. I wielu z nich usilnie nas przekonywano byśmy nasze wrażenia opisali w książce. Padła nawet propozycja byśmy tę książkę później przywieźli do Afryki, najlepiej przetłumaczoną na Swahili :) Więc może???

Może Cię zainteresować:   Galeria OKFP "Tu Byłem" 2012

KG: Dziękuję za poświęcony czas na tą rozmowę. Pozostaje mieć nadzieję, że jeszcze nie raz u nas zagościsz, prezentując ciekawe opowieści i więcej świetnych fotografii, wyciąganych stopniowo na światło dzienne spośród setek albo i tysięcy schowanych w zakamarkach dysku twardego. Dzięki temu Twoja podróż będzie ciągle trwała i inspirowała innych, by wyruszyć podobnie jak Ty – w drogę przed siebie bez mierzenia czasu. Życzę bezproblemowej aklimatyzacji w kraju i dalszych wspaniałych wojaży.

JW: Dziękuję bardzo! Z przyjemnością skorzystam z zaproszenia.

7 kolorów Afryki - wywiad
Nad Gidewara (północna Tanzania) (fot. Ralf Nickel)

Fotografie: Jolanta Wrona i Ralf Nickel

<< Powrót do części pierwszej

 

Zapisz

Skomentuj przez profil Facebooka