Prywatny grzbiet (czyli komuno wróć!)

Prywatny grzbiet (czyli komuno wróć!)
Może ta informacja zainteresuje Twoich znajomych?

Prywatny grzbiet - szlaku już tu nie ma

Na Łamanej Skale już byliśmy przy okazji wycieczki na Leskowiec, ale jechaliśmy ją w odwrotną stronę i trochę inaczej. Poza tym od tego czasu trochę się zmieniło, dlatego do niej wracamy. Całość liczy 25 km i nie należy do trudnych, chociaż trochę stwarza wrażenie, jakby cały czas było pod górę.

Startujemy w Kocierzu Górnym (na mapie nasza trasa ma kolor turkusowy) i jedziemy asfaltem w górę doliny. Następnie odbijamy dość stromo w prawo. Asfalt sie kończy i być może trzeba będzie kawałek podprowadzić rower. Tym sposobem wjeżdżamy na Gibasów pod schronisko młodzieżowe. Dalej czeka nas pierwsza zmiana – niemiła. Najpierw tablica, żeby nie śmiecić i nie zbaczać z wytyczonego szlaku, bo przebiegają one w większości przez tereny prywatne. I kawałek dalej napotykamy nowe znaki szlaku, który prowadzi inaczej niż to pamiętamy z poprzedniej wycieczki w tym rejonie. Okazuje się, że jakiś „wielki” pan tych ziem (baran) zabronił poruszania się po jego „włościach” i dlatego wyznaczono obejście – widoczne na mapie. Nie dość, że nadrabiamy, to jeszcze tracimy wysokość, a potem musimy podprowadzać rowery dość stromo do góry. Myślimy sobie – komuno wróć! Wtedy nie było takich zagrywek. Ale trudno, na głupotę nie ma rady… W końcu osiągamy miejsce, gdzie powinien stać znak „koniec objazdu” i jedziemy w lewo. Po chwili mamy Mładą Horę, a potem już węzeł szlaków pod Łamaną Skałą. Kto ma czas zawsze może pojechać na Groń Jana Pawła II i tu wrócić. My jedziemy w kierunku Potrójnej. Tam buduje się bufet, więc można się zatrzymać na małe co-nieco. Tu też jest pewna zmiana – nie ma już fajnego płotu z wysokich gałęzi (został równo przycięty, a szkoda, bo był oryginalny). Stąd dość szybko zjeżdżamy do Przeł. Kocierskiej, na której bardzo poważnie rozbudował się zajazd. Jedziemy kawałek asfaltem w kierunku Żywca, ale po chwili odbijamy w drogę w lewo z zakazem ruchu. Dzięki temu spokojnie bez ruchu, ale dość stromo w dół (uwaga na spory poprzeczny rów w jednym miejscu, gdzie akurat możemy mieć dużą prędkość) zjeżdżamy do doliny, gdzie praktycznie kończy się ta pętla.

Może Cię zainteresować:   Albania: 3 dni w piekle

 

Skomentuj przez profil Facebooka