Wyprawa rowerowa po Szkocji – lipiec/sierpień 2008 (część 2)

Wyprawa rowerowa po Szkocji – lipiec/sierpień 2008 (część 2)
Może ta informacja zainteresuje Twoich znajomych?

Dzień 7 – 30 lipca

Aberfeldy – Scone (74 km)

Rankiem bez bagażu z lekkimi plecaczkami udaliśmy się na krótką wycieczkę tam i z powrotem do zamku Castle Menzis, położonego w okolicy Aberfeldy w miejscowości Weem. Przy wyjeździe z Aberfeldy udało nam się odwiedzić prawdziwą szkocką wytwórnię whisky The Aberfeldy Distillery, John Dewar & Sons Ltd, gdzie można zaopatrzyć się w dowolne ilości tego trunku. Następnie trasa doprowadziła nas do Dunkeld. Warto się tu zatrzymać, aby zobaczyć urzekającą zabudowę tego miasteczka oraz wielką średniowieczną katedrę, w której udało nam się posłuchać niezwykłego koncertu na dzwonach. Z Dunkeld boczną drogą B898 dojechaliśmy do Perth, a nocleg znaleźliśmy kilka kilometrów dalej na kempingu w Scone.

Dzień 8 – 31 lipca

Scone – Glamis (66 km)

To kolejny dzień, w którym na lekko zrobiliśmy wycieczkę do Perth i Scone Palace. Perth to dawna stolica Szkocji. Dziś można tu zobaczyć odrestaurowaną wiktoriańską wytwórnię płatków owsianych przy młynie Lower City Mills. Obecnie w budynku mieści się biuro informacji turystycznej. Niestety ze względu na powódź w niedalekiej przeszłości, sama wytwórnia jest obecnie zamknięta dla zwiedzających. Perth to miasto pięknych mostów na rzece Tay oraz monumentalnych budowli, z których zwiedziliśmy St. John’s Kirk, gdzie powitano nas polskim „Dzień dobry” i wręczono mały przewodnik w języku polskim. Wracając na kemping zwiedziliśmy Scone Palace – przepiękny pałac otoczony niekończącym się parkiem, po którym przechadzają się dumne pawie. To tutaj, zasiadając na tzw. kamieniu przeznaczenia (zwanym również Kamieniem ze Scone), byli koronowani szkoccy monarchowie. Z kempingu drogą A94 udaliśmy się do Glamis, by zwiedzić kolejny pałac, w którym na świat przyszła i spędziła swoje dzieciństwo Elżbieta Bowes-Lyon, matka obecnej królowej Elżbiety II. Warto zajrzeć do ogrodu włoskiego roztaczającego się zaraz przy zamku, czy też zrobić pamiątkowe zakupy w okolicznych sklepikach, gdzie można się skusić na lokalny wyrób, „Bob and Pheasant’ beer. Nocleg znaleźliśmy kilka kilometrów za Glamis.

Może Cię zainteresować:   Legendarna grupa Bez Jacka w Beskidach

Dzień 9 – 1 sierpnia

Glamis – Edynburgh (54 km)

W gęstej mgle, przez urokliwe wrzosowiska dojechaliśmy drogą A928 do trasy szybkiego ruchu, po przekroczeniu której udało nam się znaleźć boczną cichą drogę prowadząca do Dundee. Jak podają przewodniki, to miasto juty, dżemu i dziennikarstwa. Nam podobało się bardzo wybrzeże z okazałym zamkiem Castle Green, przytulnymi kafejkami oraz widocznym w oddali długim mostem, po którym, jak się później okazało, przejechaliśmy pociągiem wyjeżdżając z miasta w kierunku Edynburga. Do stolicy Szkocji dotarliśmy późnym wieczorem. Bez większych problemów udało nam się dojechać z dworca Waverley Station, położonego w samym centrum miasta, do najbliższego kempingu Mortonhall, na południu Edynburga.

Dzień 10 – 2 sierpnia (pieszo 100km :)

Edynburgh

Jedyny dzień naszej wyprawy, kiedy to nie wsiedliśmy na rowerki. Do centrum Edynburga dostaliśmy się autobusem, w którym zakupiliśmy jednodniowe bilety ważne na wszystkie środki transportu (koszt – L2,5). Trafiliśmy na pierwszy dzień słynnego festiwalu w Edynburgu, wiec na ulicach panował gwar, co krok można było podziwiać występy grajków, komików, mimów i innych bliżej nieokreślonych lepszych lub gorszych artystów – swoista kulturalna ekstrawagancja. Wieczorem udaliśmy się na Calton Hill, skąd, przy zachodzącym słońcu, mogliśmy podziwiać romantyczną panoramę starego miasta.

Dzień 11 – 3 sierpnia

Edynburgh – Glasgow Prestwick – Dundonald (53 km)

Z Edynburga wyjechaliśmy pociągiem do Glasgow, gdzie czekała nas przesiadka z przemieszczeniem między Queen’s Station a Central Station. Tu, w oczekiwaniu na kolejny pociąg, mogliśmy pozostawić nasze rowerki na specjalnym parkingu dla jednośladów. Do Prestwick dotarliśmy późnym popołudniem. Zaraz po zameldowaniu na najbliższym kempingu, wyruszyliśmy do Troon, aby następnie skierować się do Dundonald, gdzie ujrzeliśmy cel naszej wycieczki – ruiny kolejnego średniowiecznego zamku.

Dzień 12 – 4 sierpnia

Glasgow Prestwick – Glasgow Prestwick (80 km)

Z Prestwick udaliśmy się ścieżką rowerową do Ayr i dalej na południe do Alloway, będącym jednym z najważniejszych miejsc wchodzących w Szlak Burnsa. To właśnie tutaj, w skromnej chacie urodził się szkocki poeta narodowy, Robert Burns. Nieopodal domu można zobaczyć ładny kościółek i park z monumentem oraz figurami przedstawiającymi bohaterów poematu Burnsa. Uwagę przyciąga Auld Brig o’Doon – stary, urokliwy zabytkowy most. Dalej trasa wiodła drogą A719, z której udało nam się zjechać w boczną prywatną ścieżynę prowadząca do wybrzeża, gdzie mogliśmy podziwiać wysoki klif. Na krótki czas powróciliśmy na główną drogę, z której zboczyliśmy na lokalną dróżkę prowadzącą przez Dunare, gdzie naszym oczom ukazały się malownicze ruiny starego zamku. Powróciliśmy na trasę i pojechaliśmy do celu naszej wycieczki – Culzean Castle. Tu mogliśmy podziwiać budynek fantastycznego zamku, przed którym obsługa przygotowywała przyjęcie weselne, niżej położony malowniczy ogród, w głębi Swan Pond i inne atrakcje. Droga powrotna wiodła przez Maybole, kolejne ciekawe miasteczko, przez które jednak przechodziła tak ruchliwa trasa, że ulgą było dla nas wydostanie się na mniej uczęszczaną drogę. Do kempingu przyjechaliśmy wieczorem – pozostało już tylko się spakować i udać na lotnisko, gdzie spędziliśmy naszą ostatnią noc w Szkocji, po czym wczesnym rankiem odlecieliśmy do Krakowa. :)

Może Cię zainteresować:   NRB: Nieznakowane Rowerostrady Beskidzkie część III: Magurka Radziechowska i Golgota Beskidów

Dzień 13 – 5 sierpnia

Glasgow – Kraków Balice – Bielsko-Biała (2.000 km :)

Właściwie początek tego dnia to środek nocy na lotnisku w Glasgow – pakowanie rowerów i drzemanie w oczekiwaniu na odprawę o 4 rano. Potem spokojny lot i Kraków. A wydostać się z Krakowa gdzieś w Polskę to jakaś masakra jest ;) Postanowiliśmyy nie liczyć więc na PKP, tylko udać się rowerami gdzieś w kierunku Bielska. Dotarliśmy pod Zator. Wiatr był mocniejszy niż w Szkocji, a w dodatku wiał prosto w twarz :/ Po drodze szukaliśmy w głowach, kto ze znajomych mógłby nas zgarnąć do auta. No i znalazł się kolega, który swoją starą Toyotą wpakował rowery i nas do środka, a potem różnymi ciekawymi objazdami, przez pola i bezdroża dowiózł do Bielska :) W międzyczasie odłączony od nas na lotnisku Zbyszek podążał koleją do Bydgoszczy…

Konjec filma :)

 

<< Powrót do części pierwszej

 

Skomentuj przez profil Facebooka