Rowerowa penetracja alpejskich kurortów w trzech odsłonach – cz. 2: Cortina D’Ampezzo

Rowerowa penetracja alpejskich kurortów w trzech odsłonach – cz. 2: Cortina D’Ampezzo
Może ta informacja zainteresuje Twoich znajomych?

Tym razem prezentacja miejsc z wyprawy – jak je nazywamy – stacjonarnej, polegającej na dojeżdżaniu samochodem z rowerami na dachu w konkretne miejsca i penetrację okolic rowerkiem „na lekko”. Potem przemieszczenie się w inne miejsce i znów kilka wypadów rowerkowych lub pieszych.
W ciągu zaledwie 10 dni udało nam się w ten sposób odwiedzić trzy ciekawe miejsca w Alpach i chociaż był to powrót w te rejony, to jednak ciągle odkrywamy w nich coś nowego.
Zapraszam do fotorelacji w trzech odsłonach: z Alp Julijskich w Słowenii, Dolomitów w Cortinie D’Ampezzo we Włoszech oraz okolic Lago Di Garda.

Cortina D’Ampezzo – Dolomity

Po opuszczeniu Słowenii jedziemy do Cortiny, gdzie spędzamy kilka najzimniejszych noclegów tej wycieczki. W nocy temperatura spada poniżej zera, a jest to pierwsza połowa września. Za to w ciągu dnia pogoda jest piękna – w sam raz do chodzenia po górach, jazdy na rowerze, a nawet do opalania się.
W ciągu kilku dni zaliczamy ciekawą kolejkę na szczyt do schroniska Lorenzi (3000 m n.p.m.), jeździmy troszkę w okolicy przełęczy Passo Tre Croci, zaliczamy Jezioro Missurina, a ja dodatkowo schronisko pod słynnymi szczytami Tre Cime di Lavaredo, dokąd prowadzi mocno męczący 7-mio kilometrowy podjazd z jeziora Missurina. Droga, chociaż asfaltowa, to jednak wymaga sporej siły, bo kończy się na wysokości 2333 m n.p.m. Okolice Cortiny pełne są ścieżek rowerowych prowadzonych ciekawymi drogami i tunelami, bowiem wykorzystano do tego celu stare trasy z czasów I Wojny Światowej, bo tu prowadzono wówczas zaciekłe działania wojenne.
Cortina to ekskluzywne i podobno drogie miejsce… czy to prawda? Jeśli chodzi o noclegi, to więcej płaciliśmy w Słowenii, więc nie jest tam tak źle ;-)
Po kilku dniach zbieramy się nad Jezioro Garda, po drodze pokonujemy piękne tereny doskonale nadające się na narty (jak okolice Passo Pordoi), dość blisko mamy Marmoladę – najwyższy szczyt Dolomitów z częścią lodowcową, słynne miasto Canazei w Dolinie Val Di Fassa i wiele innych pięknych miejsc – szkoda, że tylko podziwiamy je z auta, a nie rowerem. Ale na to przyjdzie czas kiedy indziej…

Może Cię zainteresować:   Śnieg w lipcu? Tylko na Syberii

 

<< Część 1 (Bled) | Część 3 (Lago Di Garda) >>

 

Skomentuj przez profil Facebooka